Na zajęciach Szkolnego Koła Regionalnego „Żuławiaczek” uczniowie podjęli się zadania naprawdę nie byle jakiego — wykonali żuławskie łapacze snów.
Skoro sny są już pod dobrą opieką, mogą teraz bez obaw kłaść się spać.
A Was zapraszają do lektury żuławiaczkowej opowieści o żuławskich łapaczach snów:
Na Żuławach, gdzie noc długo zatrzymuje się nad polami, dawni chłopi wieszali łapacze snów nie nad łóżkiem, lecz w oknach i na drzwiach — tak, by nocny wiatr miał do nich swobodny dostęp. Robiono je z wierzbowych gałązek, konopnej nici i piór ptaków znad Zalewu Wiślanego. Wierzono bowiem, że sny przychodzą tu z pola i z wody, cicho i niepostrzeżenie, jak mgła o świcie.
Dobry sen — o spokojnej rzece, o domu, który nie zatonie i o dachu, co wytrzyma każdy wiatr — zaplątywał się w splocie aż do rana. Zły sen zaś przeciskał się przez środek obręczy i spływał po piórach w dół tam, gdzie wszystko, co niepotrzebne, powinno odpłynąć.
Dlatego na Żuławach mawiano, że jeśli obudzisz się bez lęku, to znak, że w nocy woda była nisko, wały trzymały, a łapacz snów dobrze pilnował domostwa.